Domaine Fevre na celowniku !

Tym razem troszkę inaczej. Oceniać będę nie jedno wino, ale niemalże całą rodzinę win od Domaine Fevre, zaś królem naszej degustacji będzie 1er Cru tego producenta z Vaulorent.

W kategorii Premier Cru pozostajemy więc  na prawym brzegu… Vaulorent  to  chyba najlepsze z Premier Cru (wiem, wiem… już to pisałem o Fourchaume i Montee de Tonnerre 😊), dlaczego jednak Vaulorent to „top of the top?” – gdyż  leży na tym samym wzgórzu co Grand Cru ( Vaulorent to bezpośredni sąsiad takich działek jak Preuses i Bourgros).  W teorii – wina z tego „climat”   czerpią  wszystko co najlepsze z tego co daje Chablis –  mineralność  i świeżą cytrusowość – coś jak Fourchaume, ale jeszcze podrasowane. Jak będzie tym razem… zobaczymy. Po degustacji postaram się zamieścić artykuł zatytuowany „ 6 rzeczy o Vaulorent, które chcesz znać”.

Wina zakupiłem w sklepie internetowym winezja.pl w wielkanocnej promocji – 1er Cru  za około 120 PLN (40% rabat) – :-O, Chablis za ok 69 PLN, a Petit Chablis za ok 59 PLN. Tak, tak… warto wypatrywać okazji. Nawiasem mówiąc za 68 PLN w tej samej promocji zakupiłem Chablis od Druhina – wino, od którego zacząłem moją przygodę  i miłość do białych burgundów. O degustacji poinformuję 😉

Na początek, muszę tutaj opowiedzieć nieco o klasyfikacji win z Chablis, aby Czytelnik zrozumiał „w czym rzecz”.

Idąc od najgorszych jakościowo do najlepszych mamy: Petit Chablis, Chablis, 1er Cru czyli tzw. Premier Cru oraz wreszcie Grand Cru. Jak można się domyśleć zaledwie namiastkę tego co daje apelacja znajdziemy w Petit Chablis – granice są tutaj dość szerokie, w strukturze geologicznej nie ma tutaj mitycznego wapienia kimerydzkiego, jest natomiast wapień portlandzki. Wina te przeważnie mocno kwaskowate, silnie cytrusowe, mało mineralne – niekiedy bardziej przypominają wodę z dodatkiem kwasku cytrynowego niż rasowe Chablis. Gorszą jakość rekompensują ceną – 50 – 60 PLN to cena, której nie powinniśmy przekraczać przy zakupie tych win. Następnie mamy Chablis – flagowy produkt tego winiarskiego regionu – są tutaj bardziej restrykcyjne przepisy apelacyjne warunkują mniej nasadzeń na hektar, mniejszą wydajność z hektara, a przez to  mamy lepszą jakość wina, oraz pojawia się ta poszukiwana w tych winach mineralność (w strukturze geologicznej pojawia się wapień kimerydzki, natomiast wapień portlandzki wciąż dominuje). Niestety z powodu powiększenia granic apelacji wina te potrafią być nierówne – mamy tutaj wina wybitne za 100-130 PLN jak również i wina-wydmuszki za nawet i 25 PLN (Lidlowe Chablis przy okazji Black Friday w 2018r.). O winach 1er Cru i Grand Cru nie będę się tutaj rozpisywał, gdyż są one przedmiotem zainteresowania tego bloga i niemalże każdy artykuł porusza tę tematykę.

Apelacje Chablis ( zdjęcie pochodzi ze strony fernandobeteta.com)
procentowa ilość win chablis (ściągnięte ze strony enobytes.com)

Spójrzmy na Trójcę, która do mnie przyjechała i odpoczywa w mojej skromnej winiarce:

Trójca z Domaine Fevre…

Oczywiście etykieta i butelka to rzecz gustu… niestety pomarańczowy kolor Chablis (po prawej) jest wręcz paskudny ! Jak znak ostrzegawczy na drodze :-). Butelka od Domaine Nathalie et Gilles Fèvre, bo tak brzmi cała nazwa Producenta, prezentuje się słabo w zestawieniu z takimi etykietami jak Louis Jadot czy np. William Fevre.

Ale nie bądźmy tacy do przodu, żeby nas z tylu nie zabrakło. Czas degustacji!

Na pierwszy ogień idzie Petit Chablis – rocznik 2017. Wino nie beczkowane, gotowe do picia już teraz.

Po rozlaniu do kieliszka.
  • Kolor: jasno słomkowy
  • Nos: Dominują cytrusy, w tle wyłania się dyskretnie gruszka. Spory alkohol… wąchając pusty kieliszek drapie w nos.
  • Usta: Kwaśne, za bardzo niestety. Kiepsko zrównoważone. Mineralności BRAK. Finisz dość długi niestety – cytrynowy

Podsumowanie: Nie zmienię niestety mojego zdania, że Petit Chablis ma się do Chablis tyle co metafizyka do fizyki. Cena wygórowana, nie otrzymujesz przy tym tego co w Chablis poszukujesz. Wino niestety do zapomnienia.

Ocena 75/100

Kolejny w degustacji… Chablis, rocznik 2017. Z opisu producenta – niebeczkowane.

Chablis – Domaine Fevre 2017
  • Kolor: jasno słomkowy, trochę blady… takie light-bodied jeżeli wiesz o co chodzi 😉
  • Nos: mamy to ! powiew Chablis… bez bomby kwiatowo-owocowej, a jedynie chłodna nuta zielonego jabłuszka i gruszki.
  • Usta: Dobry balans – nie kwaśne, nie mdłe.. mamy tutaj mineralność Chablis ( przynajmniej jej namiastkę), gładkość i elegancję. Finisz cytrusowy, umiarkowany.

Podsumowanie: gdyby istniał główny urząd miar do spraw winiarstwa to wino miałoby zaszczytne miano Chablis wzorcowego. Pijąc te wino wiesz o co chodzi w Chablis i jesteś w stanie powiedzieć czy to Twoja bajka, czy też nie. To wino, za które wydając 70-90 PLN nie czujesz, że ktoś Cię oskubał, tylko, że wypiłeś coś co jest tego warte. Ocena co prawda 86/100 – takie solidne 86/100 :-). Jest już nieźle, a do mitycznego wzgórza już niedaleko…

Czas na gwiazdę degustacji – leżakowane przez 12 miesięcy w 225-litrowej beczce z dębu francuskiego Premier Cru z Vaulorent. O rejonie poczytacie w kolejnym artykule jemu poświęconemu, teraz skupimy się na samym degustowanym winie…

1er Cru – Vaulorent 2016
  • Kolor: wciąż nie jest to złoto, które daje poczucie 100% koncentracji; jasno słomkowy, – to najlepsze określenie
  • Nos: Nie nachalne cytrusy, melony, może te moje ulubione zielone jabłuszko… wyczuwam jednak nuty z beczki, a dokładnie…. miód
  • Usta: bardzo dobrze zrównoważone; kwasowość na ocenę celującą; dobra mineralność – takie mimo wszystko 75% Montee de Tonnerre ;-); gładkie, przyjemne – cytrusowe, finisz krótki – cytrusowy.

podsumowanie: Wino bardzo przyjemne, bardzo PIJALNE. Oddaje to czym Chablis rozkochuje w sobie – cytrusy, mineralność i przede wszystkim ascetyzm tych win. Gdy zakupisz savignon blanc z Nowego Świata, chenin blanc z RPA lub doliny Loary itp. to otrzymujesz przeważnie bombę kwiatowo owocową o wysokiej kwasowości, wszystkie etykiety mieszają się po czasie i nie jesteś w stanie przypomnieć sobie, które wino to które. Tutaj jest inaczej. Czujesz elegancję i “pieniądz” z każdym łykiem. Ale wracając do oceny… Vaulorent = Fourchaume. W degustacji w ciemno miałbym problem powiedzieć, które to które. Tym razem dam 91/100 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *